Dostosuj preferencje dotyczące zgody

Używamy plików cookie, aby pomóc użytkownikom w sprawnej nawigacji i wykonywaniu określonych funkcji. Szczegółowe informacje na temat wszystkich plików cookie odpowiadających poszczególnym kategoriom zgody znajdują się poniżej.

Pliki cookie sklasyfikowane jako „niezbędne” są przechowywane w przeglądarce użytkownika, ponieważ są niezbędne do włączenia podstawowych funkcji witryny.... 

Zawsze aktywne

Niezbędne pliki cookie mają kluczowe znaczenie dla podstawowych funkcji witryny i witryna nie będzie działać w zamierzony sposób bez nich. Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację osoby.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Funkcjonalne pliki cookie pomagają wykonywać pewne funkcje, takie jak udostępnianie zawartości witryny na platformach mediów społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcje stron trzecich.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Analityczne pliki cookie służą do zrozumienia, w jaki sposób użytkownicy wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczać informacje o metrykach liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Wydajnościowe pliki cookie służą do zrozumienia i analizy kluczowych wskaźników wydajności witryny, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia użytkownika dla odwiedzających.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Reklamowe pliki cookie służą do dostarczania użytkownikom spersonalizowanych reklam w oparciu o strony, które odwiedzili wcześniej, oraz do analizowania skuteczności kampanii reklamowej.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Kobiety ratowniczki

Opatrzę jego rany, bo został skrzywdzony przez matkę i byłe partnerki. Napiszę dla nas piękny scenariusz, a on się nim zachwyci i zmieni się dla mnie. Pokocham jego sposób życia i dopasuję się do niego niczym puzzel.

Izabela, która przyszła na konsultację do mojego gabinetu spotkała mężczyznę, który na początku znajomości „zaczarował” ją opowieściami o swoim trudnym dzieciństwie, o nieudanym małżeństwie ze „złą kobietą”. Ona, zamiast uciekać z takiej relacji weszła w rolę „ratowniczki”, chcąc mu w ten sposób wynagrodzić ten cały ból i oczywiście pomóc.

Role, które uniemożliwiają bliskość w związku

Wchodzenie w jakąkolwiek rolę zazwyczaj nie jest świadomym wyborem. To nie tak, że kobieta wymyśla sobie romantyczną historię, a następnie realizuje, punkt po punkcie ten scenariusz. Ta rola to nasze głębokie, choć błędne przekonanie, że tak należy albo tylko tak umiemy tworzyć związek. Spontanicznie, nieświadomie odtwarzamy z dzieciństwa nabyte poprzez naśladowanie naszych opiekunów bądź rodziców zapisane w głowie utrwalone schematy reakcji i relacji. Każdy z nas nosi w sobie podświadome treści, które niejako każdego dnia nami rządzą.

Moja klientka Izabela – kobieta ratownik też miała ambicję, aby najpierw opatrzyć swojemu mężczyźnie rany z przeszłości, a następnie wynagrodzić mu to, co przeżył, zmienić wizerunek kobiety w jego oczach,. Niestety w tym związku była od samego początku skazana na porażkę nie doznając bliskości emocjonalnej ani też nie stworzyła partnerskiego związku, o jakim od dawna marzyła. Jeśli dorosła kobieta ma przekonanie, że będzie wielkim przełomem w życiu partnera, to jej cała energia idzie wyłącznie na to, aby go uzdrowić. I zaczyna się takie toksyczne tango. On udowadniać jej będzie, że zna zakończenie każdej jego miłosnej historii („każda baba jest taka sama”, „każdej tylko chodzi o jedno”), a ona jemu, że się myli i tym razem z nią będzie inaczej. Tylko, że ona, aby pokazać mu inny świat, „odczarować” jego przekonania bierze całą odpowiedzialność za związek na siebie, a on jest bierny, nie robiąc dla niej nic, czekając, aż potwierdzi się, że on miał rację, że wszystkie kobiety są złe. Dlatego, mając tendencję do wchodzenia w rolę ratownika, trzeba być bardzo uważnym od samego początku znajomości. Jeżeli spotyka się osobę, która opowiada nam o swojej trudnej przeszłości, która tak głośno ciągle przy nas cierpi, bezustannie na wszystko i na wszystkich narzeka to wysoce prawdopodobne jest to, że mamy do czynienia z kimś, kto liczy, że wejdziemy w rolę jego ratownika. Jeśli ktoś chce nas zaangażować do leczenia swojej przeszłości, warto przyjrze się, w co wchodzimy, a raczej, w co się pakujemy. Ten mężczyzna trzyma w sobie ból i nie zamierza go puścić, jest w poczuciu krzywdy, które jest ciepłym gniazdkiem, z którego nie warto rezygnować. Właśnie na jego bazie tworzy wszystkie relacje z ludźmi, zapraszając ich do swojego obolałego świata. Takiej wizji świata towarzyszy postawa „ja jestem ok, a wszyscy inni są nie ok”, czyli to wszyscy inni muszą się zmienić tylko nie ja. Dla kobiet ratowniczek taki typ, niestety często jest tylko atrakcyjny. Taka kobieta, w cudzysłowie „partnerka”, bo związek partnerski polega na wzajemnym wspieraniu się – nie może w takim związku w ogóle powiedzieć o swoich problemach i potrzebach. Mojej klientce także towarzyszyło przekonanie, że związek nie jest po to, aby mówić o sobie, ale po to, aby zajmować się mężczyzną. Godziła się z tym, licząc, że to tylko etap przejściowy w tej relacji i kiedyś w końcu będzie „normalnie”.

Skąd się biorą kobiety ratowniczki?

Izabela pochodziła z domu, gdzie mama była w związku taką „znikającą” kobietą, uzależnioną od nastroju, reakcji i potrzeb swojego męża. Właśnie to widziała dorastająca Izabela oraz to, że nie należy liczyć się ze swoimi potrzebami i że w związku z mężczyzną nie ma przestrzeni i przyzwolenia na mówienie o nich wprost. Izabela skorzystała z tych samych nieprawidłowych wzorców. Znała tylko tę rolę i wierzyła, że to jest jedyna rola, w którą powinno się wchodzić w relacji z mężczyzną. Generalnie ma rację – ludziom należy pomagać, w związku należy się wspierać tylko, że to wspieranie powinno być obustronne. Jeżeli jest tak, że ja ciągle daję, a nic nie dostaję, i liczę, że to się zmieni w bliżej nieokreślonej przyszłości, w końcu zaczynam czuć się skrzywdzona. Co to oznacza dla związku? Nic dobrego. Izabela ratując swoją „ofiarę”, sama zaczęła nią być. I tym sposobem zamiast dwóch partnerów mamy dwie ofiary. Ta druga ciągle żyje w niespełnieniu, niedosycie. Moja klientka w momentach, kiedy rodził się w niej bunt, ciągle pamiętała, kogo ma po drugiej stronie, więc dalej nic nie mówiła, bo za wszelką cenę nie chciała być kolejną zołzą w jego życiu. Dysfunkcyjnym czynnikiem jest fakt, że ten związek zaczyna się właśnie w takim schemacie utrwalać obu stronom. I powiedzenie nagle „to mi przeszkadza, ciągle zajmujemy się leczeniem twoich ran, mam dość”, jest dla drugiej strony szokiem i niezrozumiałą, bardzo gwałtowną próbą przewrócenia do góry nogami dotychczasowych zasad. Taka konfrontacja jest bardzo bolesna i taki związek może zawisnąć na włosku czy wręcz może się rozpaść. A tego ona także bardzo się boi. Każdy człowiek boi się, że ktoś, kogo pokochał, może go w tej nowej, prawdziwej odsłonie, bez maski i ukrywania potrzeb nie zaakceptować. Taki związek na dłuższą metę i tak się nie uda. Nie uda się, bo to nie jest dojrzała emocjonalnie relacja. W związku dwóch dorosłych osób jest tak, że co jakiś czas jednej ze stron podwija się noga, ale jeśli działa mechanizm – dziś pomagam tobie i liczę na to, że kiedy ja będę potrzebować, również dostanę od ciebie pomoc, to wszystko jest w porządku. Wspieranie się jest wartością dojrzałego emocjonalnie związku. Kobieta w roli ratowniczki tej wartości nie dostaje, ona tylko wiele inwestuje w związek. Poświęcanie się w związku jednej strony działa jak efekt kuli śnieżnej. Nagromadzenie niespełnienia, samotność doprowadza kobietę ratowniczkę do frustracji, a związek do ściany. Niektóre kobiety ratują partnera i uzdrawiają jego przeszłość, inne lubią zatopić się w świecie swoich złudzeń. Poznając mężczyznę, który np. nie chce brać ślubu czy mieć dziecka, a kobieta tego chce, zakochuje się w nim wierząc, że on z czasem zmieni swoje poglądy i oświadczy się jej i zamarzy o byciu ojcem. Kobiety te, zamiast zobaczyć człowieka, którego mają przed sobą, chcą widzieć i widzą kogoś innego. W relacji doświadczają niedojrzałości mężczyzny, manifestującej się spóźnieniami, nie dotrzymywaniem słowa, umów albo gdy partner jest pod dużym wpływem matki. Kobiety te naiwnie wierzą, że z czasem wszystko mu to przejdzie i stanie się nagle odpowiedzialny. Dorosły człowiek, jeśli tego sam chce, w jakimś określonym zakresie może zmienić się dla swojego partnera. Jednak taka zmiana, głębsza, a nie powierzchowna, może dokonać się wtedy, gdy kogoś akceptujemy, kiedy go przyjmujemy takiego, jakim on jest. Czyli to kompletne zaprzeczenie tego, czego oczekuje kobieta marzycielka. Jeśli kogoś akceptujemy, kochamy, chcemy z nim być, to on dostaje od nas coś tak cennego, że może zechcieć zmienić pewne swoje zachowania po to, aby z nami być. Ale to on podejmuje decyzję o tej zmianie. Kobiety potrafią bardzo długo tkwić w związku, który od początku był w jakimś sensie zaburzony. W którym żadna ze stron tak naprawdę nie jest szczęśliwa, dla obydwóch stron taka relacja jest w rezultacie niszcząca, rodząc konflikty. Gdy para jest w autentycznej, bliskiej relacji, dąży, by pojawiające się problemy rozwiązywać konstruktywnie. Obojgu zależy, by żadne nie wyszło z konfrontacji przegrane, gdyż w konsekwencji przegrywa cały związek. Partnerzy ryzykują otwartość w kwestiach trudnych, bo prowadzi to do pogłębienia więzi. Ich wzajemne relacje pozbawione są utrwalonego schematu i dlatego długo zachowują świeżość. Partnerzy dzielą się swoimi wizjami świata, konfrontują ze swoją odmiennością, a gdy o coś walczą – stosują zasady fair play.

Kobiety puzzle

Jest także typ kobiet, które wcielają się w rolę przeciwną do roli marzycielki, to takie, które za wszelką cenę chce dopasować się do partnera. Do jego sposobu życia, jego pasji przy okazji przestając być sobą i stając się pasującym do mężczyzny puzzlem. Są kobiety, które tę role potrafią grać, są mężczyźni szukający właśnie takiej elastycznej partnerki, która będzie się do nich dostosowywać i żyć jego życiem. Takie osoby mają niejako podświadomy detektor, wyczuwają siebie w eterze i tworząc związek po prostu wchodzą w role, które dobrze znają. Tkwią potem w tych związkach, bo one wydają się im przewidywalne i bezpieczne, co wcale nie oznacza szczęśliwe. Żadna z tych ról nie pozwala na zbudowanie w związku prawdziwej bliskości emocjonalnej, bo bliskość to bycie przy sobie dwojga ludzi, którzy siebie znają, akceptują siebie tacy, jacy są, szanują siebie nawzajem, są otwarci na „inność” partnera. Wchodząc w takie role, nie ma szans na bliskość, nie ma dla niej przestrzeni. Aby się znalazła, trzeba zdjąć maski i wyjść z tych ról. To pierwszy i niezbędny krok do zbudowania bliskości w związku.

Jeśli podoba się Pani/Panu ten artykuł proszę rozważyć, by udostępnić go swoim znajomym.